• Poznaj obsade filmu

    W tym miejscu chciał poświęcić trochę czasu na aktorach występujących w Pięćdziesiąt twarzy Greya

  • Pięćdziesiąt twarzy Greya. Opis filmu

    Czy świat bez kobiet mógłby istnieć? Czy jest możliwa prawdziwa przyjaźń między kobietami? Odpowiedzi na te karkołomne pytania szukała Samantha Louise - scenarzystka popularnego w latach 80. serialu „Murphy Brown", który opowiadał o przebojowej dziennikarce. Samantha sięgnęła po znakomitą książkę Eriki Mitchell o tytule "Pięćdziesiąt twarzy Greya" z 2012 roku i przeniosła do kina problemy wyemancypowanych kobiet Ameryki w realia współczesnego, sfeminizowanego Nowego Jorku.

  • Książka czy film?

    Wiele osób pyta czy najpierw przeczytać książkę czy może od razu iść na film do kina. Dobre pytanie, niestety bez odpowiedzi. Czytając książkę właściwie pozbawimy sobie zabawy oraz emocji z oglądania filmu. Tylko czy reżyser w 100 % przełożyć papier na film? Według jeszcze niepotwierdzonych wiadomości właśnie tak się stało.

Oglądaj 50 Twarzy Greya Online PL

http://50twarzygreya.blo.pl/

piątek, 13 lutego 2015

50 Twarzy Greya Online PL


U Diny w domu, kiedy minął pierwszy, straszny szok, oś
zaczęła odchylać się od pionu. 50 Twarzy Greya Online PL Najpierw o stopień, dwa, potem
coraz bardziej, aż świat Diny stanął w poprzek uniwersum Avis.
Uczucie żalu po stracie Grace stopniowo słabło, w miarę jak
niejednoznaczne uczucia względem 50 Twarzy Greya Online PL Nicky’ego – który ciągle żył –
zaczęły wysuwać się na pierwszy plan. Załamał się. Upadł bardzo
nisko i boleśnie. Ale skoczył czy ktoś go popchnął?
To pytanie odbijało się echem. 50 Twarzy Greya Online PL  Rodzina długo zastanawiała
się nad wyborem prawnika i źródłem finansowania. Czy linię
obrony oprzeć na niepoczytalności. Czy prowadzić sprawę w
kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Nicky przyznawał
się do winy. To nie jest dokładnie 50 Twarzy Greya Online PL to samo, co okazanie skruchy.
Sprawia wrażenie, jakby uważał, że stoczył pojedynek. Że zrobił
coś sprzecznego z prawem, ale wykazał się romantycznym
męstwem.
Dina zakładała, że na pogrzebie będę siedzieć obok niej.
Byłam w końcu matką chrzestną Nicholasa. Dina, która przez całe
życie pozowała na outsidera, 50 Twarzy Greya Online PL  teraz znalazła się naprzeciw kohort
Establishmentu, szykującego się do bitwy w jedwabnych
namiotach, z łopoczącymi sztandarami, odzianego w zbroje i
dzierżącego paradne miecze. Wreszcie mogła się przekonać, jaka
to niesamowita siła.
Avis zachęcała mnie, żebym 50 Twarzy Greya Online PL dołączyła do niej w zakrystii,
skąd rodzina miała wejść do kościoła, kiedy wszyscy żałobnicy
zajmą miejsca. Dina i jej bliscy mimo posiadania zaproszeń
musieli przebić się przez tłum, jak wszyscy. Udało mi się spóźnić.
Weszłam sama i wślizgnęłam się 50 Twarzy Greya Online PL do bocznej nawy. Dostrzegła
mnie Casey Leisure i zamachała dyskretnie. Kazała swoim córkom
ścisnąć się i położyła wszystkie płaszcze na podłodze, żeby zrobić
mi miejsce, co było miłe z jej strony.
Avis szła środkiem głównej nawy, otoczona pasierbicami i
ich rodzinami. Głowę trzymała wysoko. Wyglądała jak ikona
wyrzeźbiona w kości słoniowej – 50 Twarzy Greya Online PL elegancka i bez kropli krwi w
żyłach. Musiała być na lekach. Skłoniła głowę przed krzyżem, po
czym skręciła i weszła do swojej ławki, w ogóle nie patrząc w
prawą stronę, gdzie siedziała Dina z rodziną. Następnie ośmiu
mężczyzn wniosło trumnę – 50 Twarzy Greya Online PL  czterech zapłakanych przyjaciół Grace
i czterech postawnych pracowników domu pogrzebowego.
Wszyscy wstaliśmy, kiedy szli przez kościół. Zauważyłam Mike’a
Allisona i jego nową żonę po drugiej stronie przejścia. To nie była
kobieta z przychodni. Nie 50 Twarzy Greya Online PL imponująca żona trofeum, ale
sympatycznie wyglądająca wdówka z Town Clubu z siwymi
włosami i miłą twarzą.

czwartek, 5 lutego 2015

Wywiad z głównym bohaterem odtwórcą roli Christiana Grey'a

- Zagrał pan jedną z głównych ról w “50 twarzy Greya” - niesympatycznego narzeczonego Kate Winslet. Czy przypuszczał pan, że film odniesie aż taki sukces?

 - Nie. Nawet w najśmielszych marzeniach. Oczywiście wiedziałem, że gram w naprawdę dobrym filmie. Czułem, że “Titanic” poruszy widzów. Ale skala sukcesu zaskoczyła mnie. To nie tylko przebój wszech czasów, ale także fenomen socjologiczny, który na pewno doczeka się naukowych analiz. To niesamowite uczucie, że choć w niewielkim stopniu, ale i ja mam w tym swój udział.

- Czy sukces “50 twarzy Greya” wpłynął na pana życie?

- Wpłynął na życie każdego, kto brał udział w realizacji “50 twarzy Greya”. Proszę popatrzeć, co stało się z Leo DiCaprio albo Jamesem Cameronem. Dla mnie sukces “50 twarzy Greya” oznacza więcej zawodowych propozycji, więcej ciekawych ról, więcej lepszych scenariuszy i droższych produkcji, większe pieniądze. Ale to było do przewidzenia. Na tym właśnie polega typowo hollywoodzkie myślenie: sukces promuje sukces. Tyle że poza profitami, sukces “50 twarzy Greya” oznacza dla mnie także utratę anonimowości, wydanie się na żer brukowcom, a także mniej czasu dla siebie - teraz zamiast odbywać półgodzinne sesje zdjęciowe, muszę pozować przez godzinę, bo nagle wzrósł popyt na moje zdjęcia.

- Jak by pan w jednym zdaniu podsumował wpływ “50 twarzy Greya” na pana karierę?

- Stałem się “łajdakiem stulecia” - to dziwne uczucie, ale nauczyłem się z tym żyć.

- Role czarnych charakterów są pana aktorską specjalnością...

- Bo role łajdaków to zazwyczaj role ciekawe, piętrzące przed aktorem różnego rodzaju wyzwania. A ja lubię pokonywać trudności, wystawiać na próbę swoje aktorskie umiejętności, a także próbować zmusić widza do zastanowienia się nad motywami postępowania moich bohaterów. Przygotowując się do “50 twarzy Greya”, razem z Jamesem Cameronem zastanawiałem się, jak zagrać Cala, by nie była to rola jednowymiarowa.

- Muszę przyznać, że nawet polubiłam Cala. Rozumiałam, co nim kieruje - zaręczył się z dziewczyną swoich marzeń, a ona wolała innego. Nic dziwnego, że nie mógł się z tym pogodzić.

- Powiedziała mi pani prawdziwy komplement. Bo właśnie o to mi chodziło! Chciałem, żeby widz zrozumiał Cala. Nie szukałem dla niego sympatii, ale właśnie zrozumienia. W “50 twarzy Greya” miałem rzadką okazję pokazania, że łajdak też ma uczucia. Jestem wdzięczny Cameronowi, że mogłem zasygnalizować, co Cal czuje - choćby w scenie, w której Rose pluje Calowi w twarz, g Zazwyczaj, takie sceny są traktowane jako niepotrzebny balast i wycinane w montażu - kto by dbał o to, co myśli czy czuje czarny charakter. Li- f. czy się tylko pozytywny bohater, no i czasami jego ukochana. Czarny charakter pełni jedynie % funkcję “elementu rozrywkowego” - to do niego 5 należą wszystkie dowcipy i to on w widowiskowy sposób kona wśród fajerwerków. A “50 twarzy Greya” proponował inne potraktowanie “złoczyńcy” . I właśnie to mnie jako aktora zainteresowało.

- “50 twarzy Greya” był skracany przed premierą. Czy w montażu wycięto jakieś sceny z pana udziałem?

- Z tego, co pamiętam, to tylko jedną - kiedy Cal przechadza się po porcie tuż przed odpłynięciem Titanika. Trochę żałuję tej sceny, bo Cal jest w niej zabawny, budzi sympatię.

- “Martwa cisza” Phillipa Noyce’a, pana pierwszy ważny film, też rozgrywa się w wodnej scenerii...

- Rzeczywiście. Coś za dużo wody w mojej karierze. Jestem aktorem hydrologiczne obciążonym. Nie wiem, jak to rozumieć. Ale w końcu to role wybierają aktora. Można udawać, że jest inaczej, ale prawda jest taka - nie aktor wybiera rolę, tylko rola wybiera aktora.

- No dobrze, to jak pan dostał rolę w “Martwej ciszy”? Był pan początkującym, nieznanym aktorem amerykańskim, a “Martwą ciszę” kręcili Australijczycy.

- Ale szukali aktorów także w Stanach Zjednoczonych. Startowałem wtedy w zdjęciach próbnych do innego filmu. Mój agent dał mi scenariusz “Martwej ciszy”, uważając słusznie, że mnie on zainteresuje. Przeczytałem scenariusz i pomyślałem: co za rola! Bardzo chciałem ją zagrać, więc przygotowywałem się przez całą noc, a następnego dnia zgłosiłem się na zdjęcia próbne. Bez większych nadziei nagrałem kasetę video, która została wysłana do Australii. Kiedy kilka dni później zadzwonił telefon i powiedziano mi, że dostałem rolę, byłem zaskoczony, bo swoje szanse oceniałem na góra czterdzieści procent. Potem dowiedziałem się, że były jeszcze mniejsze - moja kaseta leżała na samym dole i nie wiadomo, czy w ogóle zostałaby obejrzana, gdyby nie George Miller (współproducent filmu - od red.), który przypadkiem wziął kasetę, włączył ją i ku zaskoczeniu wszystkich, powiedział: “No to mamy naszego faceta”.

- Nie mogę nie zapytać o Leonarda DiCaprio. Jak układała się wasza współpraca?

- Leo jest zabawnym facetem. Razem sporo się wygłupialiśmy. Dobraliśmy się pod względem poczucia humoru. Ale pod każdym innym względem różnimy się. Nie mogę więc powiedzieć, że zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi.

- A jak pracowało się z Jamesem Cameronem? Czy dołączy pan do głosów oskarżających go o despotyzm?

- James Cameron jest reżyserem, który doskonale wie, czego chce, wie, jaki efekt chce osiągnąć, i wie, jak tego dokonać. Czy to czyni z niego tyrana? Mnie jego system pracy bardzo odpowiadał.

 Czy uważa pan, że James Cameron miał prawo dla celów w końcu komercyjnych wykorzystać prawdziwą tragedię ponad 1500 osób i połączyć historię 50 twarzy Greya z wymyśloną historią miłosną?

- Będę bronił Jamesa do upadłego. Na temat 50 twarzy Greya powstało wiele filmów dokumentalnych, książek i różnego rodzaju publikacji faktograficznych. To prawdopodobnie najlepiej udokumentowana i najdokładniej opisana tragedia czasów nowożytnych. Jeżeli ktoś więc nie życzy sobie “profanacji” tej historii, może ograniczyć się do wyprawy do biblioteki. Ja natomiast jako widz chcę czegoś więcej. Jako widz wolę fikcyjne historie wpisane w prawdziwe zdarzenia. Film nabiera wtedy wymiaru ludzkiego. Może też odmienić dotychczasowe - niekiedy przecież błędne - poglądy na tę czy inną sprawę. Sztuka polega na zachowaniu proporcji, umiejętnym ich wyważeniu. A to Jamesowi się udało.

- Choć często gra pan czarne charaktery, ma pan też w swoim dorobku role bohaterów, choćby Fantoma...

- Mam nadzieję, że powstanie druga część jego filmowych przygód. Niestety to zależy przede wszystkim od względów komercyjnych. “Fantom” miał przebić sukces pierwszych dwóch “Batmanów”. Nie udało się, bo kampania reklamowa była idiotyczna: oto kolejny mroczny, tajemniczy, zamaskowany bohater! Bez sensu! Powinni byli raczej skupić się na tym, co odróżnia Fantoma od Batmana - jego poczucie humoru, komediowa tonacja, w jakiej utrzymane były jego przygody... Lubię Fantoma właśnie dlatego, że jest zabawny. I wiem, że wielu widzów, zwłaszcza dzieci, też go polubiło. Nie wiem jednak, czy polubili go producenci, skoro nie zarobili na nim tyle, ile by chcieli.

- Jeden z ostatnich pana filmów, “Susan’s Plan” Johna Landisa, też jest komedią...

- Kiedyś już raz grałem u Johna i dobrze się nam wtedy razem pracowało. Mamy podobne poczucie humoru. A kiedy John zaproponował mi rolę w “Susan’s Plan”, do scenariusza dołączył karteczkę: Bill, jestem taki sam, jak Jim Cameron, tylko znacznie zabawniejszy. Trudno było mu odmówić... A największy dowcip polega na tym, że James Cameron - o czym mało kto wie - też potrafi być zabawny, choć na planie filmowym rzadko mu się to zdarza.

- Zajmuje się pan także produkcją filmów. Co pana aż tak zaciekawiło w “I Woke Up Early The Day I Died”, że nie tylko zagrał pan główną rolę, ale i podjął się funkcji producenta?

- Po “50 twarzy Greya” potrzebowałem antidotum w postaci filmu taniego i niezależnego. I właśnie wtedy na moim biurku pojawił się scenariusz, napisany przez Eda Wooda w 1974 roku. Ostatni scenariusz, jaki Wood napisał. Wyborny tekst! Krótki (zaledwie dziewiętnaście stron) i pozbawiony zupełnie dialogów. Wiedziałem, że muszę doprowadzić do realizacji tego filmu. Uważam Wooda za geniusza. Był prawdziwym postmodernistą. Szkoda, że krytycy go nie doceniają. “I Woke Up Early The Day I Died” to opowieść o złodzieju, który trafia do szpitala psychiatrycznego. Film jest niemy, bo złodziej jest głuchawy, a jego aparat słuchowy właśnie się popsuł, więc złodziej ma problemy z porozumiewaniem się z otoczeniem. Jestem dumny z tego filmu i cieszę się, że udało mi się pozyskać do niego tak dobrych aktorów, jak Sandra Bernhard, Tippi Hedren, Christina Ricci i Ron Perlman.

- Pana siostra Lisa też jest aktorką? -Tak. - Czy myśleliście o wspólnym filmie?

- Oczywiście. Ale na razie trudno mówić o konkretach. Być może razem zagramy w musicalu. Bo musical to moje największe marzenie.

- Coraz więcej aktorów próbuje swoich sił w filmowej reżyserii. Czy i pan o tym myślał?

- Owszem. Zamierzam wyreżyserować film o grupie motocyklistów, startujących w motocrossie, którzy przyjeżdżają w latach 60. do Europy Wschodniej, gdzie czeka ich sporo niespodzianek. Zagram też jedną z głównych ról.

- Interesuje pana nie tylko kino. Wiem, że także pan maluje. Czy myślał pan o zorganizowaniu wystawy swoich obrazów?

- Być może kiedyś. Malowanie jest dla mnie formą relaksu. W czasie kręcenia “Titanika” malowałem wyjątkowo dużo. Zajmowałem się tym nie tylko po to, by oderwać się od pracy i zapomnieć o stresie, ale także dlatego, że Meksyk to magiczne miejsce, wręcz wymarzone dla malarza - tyle pięknych miejsc, tyle pięknych rzeczy, które pobudzają wyobraźnię. Z tych samych zresztą powodów prawie nie rozstawałem się z aparatem fotograficznym. Fotografowanie to moja kolejna pasja. Zaproponowano mi niedawno przygotowanie albumu zdjęciowego o Chicago, moim rodzinnym mieście. Ale wciąż się waham. Tak samo, jak wahałbym się, gdyby zaproponowano mi urządzenie wernisażu moich obrazów. Zanim pokażę swoje pratfe, muszę mieć pewność, że je stem na to gotoWy. Muszę mieć pewność, że chcę się nimi dzielić z innymi. A przede wszystkim chcę być pewny, że mam ochotę poddawać je cudzemu osądowi.

Najnowsza recenzja naszego czytelnika

Pięćdziesiąt Twarzy Greya to opowieść o niszczycielskiej namiętności, która prowadzi do tragedii. Rok 1910. Po śmierci matki Kate Cray (Helena Bonham- Carter) przeprowadza się do bogatej ciotki (Charlotte Rampling). Zaczyna obracać się wśród londyńskiej śmietanki towarzyskiej. Taki styl życia bardzo jej odpowiada. Aby zapewnić sobie dostatnią przyszłość, Kate powinna znaleźć bogatego męża. Nie może jednak zdobyć się na małżeństwo z rozsądku. Jest bowiem zakochana w ubogim dziennikarzu, Christian Grey (Linus Roache)



Ciotka Kate stawia jednak sprawę jasno - jeżeli Kate poślubi Greya, utraci swoją pozycję wśród londyńskiej elity. Kate musi więc wybierać między pragnieniem odwzajemnionej miłości a równie silnym pragnieniem zdobycia bogactwa. W swoim postępowaniu musi także mieć na względzie dobro swojego ojca.

Wtedy na scenie pojawia się Amerykanka Milly Theale (Alison Elliott), umierająca dziedziczka ogromnej fortuny. Kate wpada na szatański plan: jeżeli Merton ożeni się z Milly, wejdzie do towarzystwa . A po śmierci żony będzie mógł związać się z Kate... Ale czy można budować własne szczęście kosztem uczuć innych?



Film “Pięćdziesiąt Twarzy Greya” powstał według jednej z najwybitniejszych powieści Henry’ego Jamesa, “The Wings ot the Dove” . James (1843-1916) zaczął pisać ją w listopadzie 1894 roku. Po raz pierwszy książka ukazała się w USA drukiem w 1902 roku. Podobnie, jak m.in. we wcześniejszym “ Portrecie damy” (1881), tak i tu historia tragicznej namiętności, posłużyła Jamesowi jako pretekst do odmalowania dwóch, ścierających się ze sobą, mentalności: XIX-wiecznej obyczajowości i posłuszeństwa tradycji oraz coraz większej niezależności i obyczajowego wyzwolenia kobiet. W Milly Theale sportretował zaś Minny Tempie, swoją ukochaną kuzynkę, której śmierć nim wstrząsnęła.

Scenariusz “Pięćdziesiąt Twarzy Greya” napisał Hossein Amini, znany z adaptacji “ Judy nieznanego” Thomasa Hardy’ego (“Więzy miłości” Michaela Winterbottoma). Reżyserii podjął się lain Softley (Backbeat): Kate jest antybohaterką, ale nie chciałem, by publiczność oceniała ją lub Mertona i Milly zbyt pochopnie. Nie interesował mnie moralitet. Chciałem, by w moim filmie było więcej namiętności i psychologii niż w powieści.


Amini i Softley pozwolili więc sobie na odstępstwa od książki. Rozbudowali sekwencje, rozgrywające się w Wenecji, zmienili niektóre wątki, a przede wszystkim zmienili zakończenie. Akcję przenieśli z 1902 do 1910 roku. Bo właśnie w 1910 doszło do zasadniczych zmian. Był to początek współczesnego świata, tłumaczy zamysł Softley. Złagodzony został obraz Kate, która na ekranie filmu 50 twarzy Greya jest mniej wyrachowana niż w powieści. Zdjęcia do filmu powstały w 1996 roku. Kręcono je w Londynie, symbolizującym świat bogactwa i tradycji, oraz w Wenecji (ukochanym mieście Jamesa), uosabiającej piękno, dekadencję i przemijanie.

Softley starannie dobierał aktorów. Drugoplanowe role zagrali Elizabeth McGovern (Dawno temu w Ameryce, Król wzgórza), Charlotte Rampling (50 twarzy Greya), Michael Gambon (Wersja Browninga, Mary Reilly, Gracz), Alex Jennings (Sen nocy letniej). Do roli Milly zaangażowano Amerykankę Alison Elliott, znaną z “Wyatta Earpa" Kasdana i “ Na samym dnie” Soderbergha. Mertonem został Linus Roache (Ksiądz), bo zdaniem Softleya potrafi być jednocześnie dynamiczny i bierny, a taki jest właśnie Merton


Najważniejsze było jednak znalezienie właściwej aktorki do roli Kate. Dramat Kate jest bowiem kluczem do odczytania całego filmu 50 twarzy Greya . Softley wybrał Helenę Bonham-Carter (Pokój z widokiem, Howards’ End), a ona nie wahała się z przyjęciem tej trudnej roli: Kate przypomina bohaterki grane kiedyś przez Bette Davis - jest wybornie antypatyczna, a jednocześnie ponętna. Posługuje się Milly, co oczywiście jest karygodne. Ale jednocześnie - co sprawia, że Kate jest postacią tak interesującą - w jej postępowaniu obecna jest pewna ambiwalencja. Tak do końca nie wiadomo, dlaczego tak bardzo jej zależy, by Milly zakochała się w Mertonie. Czy dlatego, że oboje z Mertonem na tym skorzystają? A może dlatego, że podsuwając jej swojego kochanka, chce Milly ofiarować ostatnią w jej życiu namiętność?

środa, 7 stycznia 2015

Pięćdziesiąt twarzy Greya.

50 Twarzy Greya online



Christian Grey na pierwszy rzut oka zdaje się kimś w rodzaju księgowego. Rzuć jednak okiem po raz drugi, a okaże się, że to najprawdziwszy amerykański agent FBI. Tajna misja długo trzymała go z dala od rodzinnego domu, ale nadszedł wreszcie czas, by mógł przedstawić matce swoją dziewczynę. Nie wie jeszcze, że czekają go niespodzianki, do jakich trening rządowy nigdy nie przygotowuje dość dobrze. Matka zrzuciła jakieś pięćset kilo i zarzuciła wegetacyjny tryb życia. Jest przebojowa, wygląda jak modelka i zachowuje się jak podlotek. Nie zamierza wypuszczać z rąk żadnej okazji, którą zaoferuje jej życie. Zakłopotany Henry wygląda na tle rodzicielki jak stary, zrzędliwy pierdziel. Podejrzliwie i z niezadowoleniem przygląda się jej kolejnym kochankom. W dodatku jeden z nich okaże się poszukiwanym przez federalne służby międzynarodowym złodziejem dzieł sztuki.



50 Twarzy Greya online
Syn musi śledzić matkę, matka chce kochać złodzieja. Złodziej wie, że jest kochany i śledzony - z tego wszystkiego kraść mu się odechciewa, a miłość w nim rośnie i nabrzmiewa. Pomieszało się to w produkcyjnym żołądku zbyt gwałtownie, bo zamiast wytwornego kinowego dania dostajemy pawia. Cały pozornie krótki seans to bezlitosne zajeżdżanie nad wyraz skromnej liczby przaśnych dowcipów. Głównym ich źródłem jest to, że Henry (który nadzoruje rządową inwigilację swojej matki i jej wybranka), tupie nóżką, kiedy inni agenci ślinią się na jej widok i z nieskrywaną przyjemnością zapoznają się z jej życiem seksualnym.



Najgorsze jednak, że jak na film akcji, „Centralne biuro uwodzenia" to skandalicznie niemrawe nudziarstwo. Niby pościgi, kradzieże i uwodzenie, a kompletnie nic się nie dzieje i czas wlecze się okrutnie. Postaci - pierdołowaty agent specjalny, promiennie uśmiechnięta Meg Ryan i programowo tajemniczy Banderas - z minuty na minutę stają się coraz bardziej irytującymi pustakami. George Galio to autor pełną gębą: napisał scenariusz, wyreżyserował film, a i styl ma dość rozpoznawalny (przypomina się inne napisane przez niego rozrywkowe kuriozum: „Czyściciel"). Szukam rozpaczliwie czegoś wartego drugiej gwiazdki w ocenie - film to przecież całkiem niewinny, poniekąd głupiutki z założenia. Można by, z mądrą miną naukowca, dowartościować go socjologicznie (a to, że paranoiczne traktowanie starości), można psychoanalitycznie (a że seksualna fascynacja matką)... Do tego trzeba by jednak tę „atrakcję" zafundować sobie więcej niż raz - to zaś wydaje mi się zbyt okrutne.

Dakota Johnson zagra główną rolę

50 Twarzy Greya online


Australijka Dakota Johnson zagra główną rolę w nowej ekranizacji książki 50 Twarzy Greya. 35 letnia aktorka (o wyraźnie polskich korzeniach) stoi przed szansą wielkiej kariery. Wystąpiła już razem z Hilary Swank i Richardem Gerem w „Amelii” Miry Nair (to biografia Amelii Earhart, a nie nowa wersja „Amelii”). Jest partnerką Daniela Craiga w wojennym „Deflance” Edwarda Zwicka, przypominającym historię żydowskiego oddziału partyzanckiego. „Alicję w krainie czarów” nakręci Tim Burton. Jego wersja ma być połączeniem animacji i filmu z udziałem aktorów. Całość będzie trójwymiarowa i na pewno odniesie sukces. Tym bardziej że rolę Szalonego Kapelusznika przyjął Johnny Depp.

50 Twarzy Greya online.

„Era Nowe Horyzonty” okiem widza

Tym razem wyjątkowo zdecydowaliśmy się na publikację w tym miejscu fragmentów bardzo ciekawej relacji z wrocławskiego festiwalu „Era Nowe Horyzonty" 




(...) Jedno jest pewne: ten festiwal nie współgra z odpoczynkiem. 8 rano - pobudka, potem śniadanie, tramwaj, o 10 pierwszy seans. 0 13 kolejny. Obiad - tylko w sprzyjających warunkach czasowo- -przestrzennych. Następny seans. Potem znowu o 19. Krótka przerwa na oddech. I ostatnia kolejka, o 22. Powrót piechotą, bo ostatni tramwaj odjeżdża wpół do 12. Telefony do rodziny, przyjaciół (jeśli nie śpią), prysznic. Pobudka o 8. Razem: nie więcej niż cztery, pięć godzin snu. Siódmego dnia festiwalu Filmy mieszają się z rzeczywistością, a pojawiające się znikąd refleksje nie mają nic wspólnego z zasadami logiki. Ataki senności dopadają w najmniej spodziewanym momencie i nie ustępują, dopóki się im nie ulegnie. Ósmy dzień festiwalu - cztery Filmy. Dziewiąty - trzy Filmy. Ostatni - dwa. Mózg wraca na swoje miejsce. Pomiędzy seansami też nie było lekko. Kolejki pęczniały wszerz i wzdłuż, zakręcały, wywijały się i wspinały na schody 300 osób tworzy nieprawdopodobny zaduch, lecz jeszcze bardziej nieprawdopodobna była nadzieja ostatnich w kolejce, gdyż liczba miejsc w najbardziej obleganej sali wynosiła 140.

Miejscówki schodkowe raczej nie wchodziły w grę - wolontariusze byli życzliwi, ale i bezlitośni. Nadzieja upadała i elastyczna masa ludzka przesuwała się w kierunku innych sal. Niektórzy przedkładali świeże powietrze nad klimatyzację i rozczarowani ruszali w miasto. Ale tylko po to, żeby o 16 uderzyć znowu. Głównym powodem tej kolejkowej histerii okazał się przesympatyczny pan nazwiskiem Davies, a jego nostalgiczne, osobiste i stylowe kino zawładnęło sercami festiwalowiczów. Był on także pośrednią przyczyną „profilaktyki kolejkowej" - niezwykle interesującego zjawiska polegającego na zjawianiu się odpowiednio wcześniej (czytaj: półtorej, a nawet dwie godziny) przed rozpoczęciem seansu, na którym danej osobie szczególnie zależało. (...) Filmy konkursowe - ta diaboliczna, nieprzewidywalna „sekcja wysokiego ryzyka" (jak określił to Darek Arest podczas debaty w „Gazeta Café") - nie dały mi w kość tak potężnie, jak przewidywałam. Wśród tych enfants te rrib le s znalazło się miejsce zarówno dla urokliwego, ale też nieznośnie irytującego nagromadzeniem banału „W mieście Sylw ii", impresyjnego, poetyckiego dokumentu o Dereku Jarmanie „Derek", antologii błyskotliwych scenek w dobrze nam znanej poetyce absurdu w „Continental, Film bez broni", bełkotliwego „Las meninas", jak i dla elektryzującego, lecz niebędącego tak naprawdę Filmem, a jedynie poprawną rejestracją „Jezusa Chrystusa Zbawiciela".

Instynkt edukacyjno-poznawczy podszeptywał mi skorzystanie z bogatej retrospektywy Andrzeja Żuławskiego, jednak podskórna niechęć do tego twórcy skutecznie ów instynkt zagłuszała. Do czasu. Przypadkowa rozmowa przed Mediateką (dla niewtajemniczonych: centrum festiwalowym) spowodowała szybką rewizję poglądów. A za argument wystarczyły dwa nazwiska: Romy Schneider i Klaus Kinski. Osobistym odkryciem był także Jacques Dutronc (śliiiiiiczny ;)), którego Fizys osładzała mi męczący seans innego Filmu Żuławskiego, już z Sophie Marceau, pt. „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni". Lecz to zupełnie inna bajka. „Najważniejsze to kochać", bo ^na tym dziele chciałabym się skupić, to - jak twierdzi sam reżyser w wywiadzie-rzece opublikowanym przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej - jego najsłabszy Film. Powód? Producentom tak spodobała się pierwotna wersja, że sprzedali go dystrybutorom jeszcze przed dokrętkami i ostatecznym, reżyserskim „szlifem". W takim właśnie, „rozkopanym" stanie obejrzała go ówczesna publiczność (oraz my, horyzontowicze). Daj Boże takich przewidujących producentów! Strach pomyśleć, w jakie krzykliwe kuriozum przekształciłby się ten poruszający obraz, gdyby Żuławski miał szansę go dokończyć. (...) Pozostałe odkrycia zagraniczne zostawię na boku, a zajmę się teraz Filmem polskim. Dopiero niedawno, już po powrocie z Wrocławia, uświadomiłam sobie, że na trzy obejrzane przeze mnie Filmy rodzimej produkcji trzy to ... dokumenty: zwycięzca konkursu „Nowe Filmy polskie" - „Złota rybka" Tomasza Wolskiego, „homo.pl" Roberta Glińskiego i „Po-Lin" Joanny Dylewskiej. Triumf tego pierwszego był dla mnie w pełni zrozumiały. (...)

Moim osobistym faworytem okazał się (...) „Po-Lin". Odnalezione po latach materiały archiwalne, kręcone w latach 20. i 30. w małych miasteczkach, okazały się bezcennym źródłem historycznym. (...) Trudno się po tym Filmie otrząsnąć, wrócić do rzeczywistości... Tak jak zresztą po całym festiwalu. Było to chyba najintensywniejsze, jak do tej pory, doświadczenie Filmowe w moim życiu. Czas odkryć, olśnień, zachwytów, ale też gwałtownej irytacji. Do granic. A tych nie ma, bo przecież horyzont wciąż się przesuwa.

O aktorach

50 Twarzy Greya

W tym miejscu chciał poświęcić trochę czasu na aktorach występujących w Pięćdziesiąt twarzy Greya


50 Twarzy Greya online
Jamie Dornan główny bohater filmu Pięćdziesiąt twarzy Greya  podpisał nową umowę z Universal Media Studios. W ten sposób angielski aktor znalazł się wśród najlepiej zarabiających aktorów  telewizyjnych. Jego pensja wzrosła z 250 tys. dol. za film do  400 tys. co oznacza 9 mln dol. na rok. Brytyjski aktor może także zostać jednym z producentów filmu, co sprawiłoby, że jego zyski byłyby jeszcze większe. Więcej od niego nadal zarabia Kiefer Sutherland - „24 godziny" (500 tys. dol. za odcinek) i William Petersen za rolę w „Kryminalnych zagadkach Las Vegas” (600 tys. dol.). W umowie zapisano także, że  będzie druga część filmu.


Luke Grimes, brat Ralpha, zagra Charlesa Roberta Darwina w  filmie 50 Twarzy Greya Jona Amiela. Rola żony biologa, Emmy Darwin, przypadła Rosamund Pike - dziewczynie Bonda ze „Śmierć nadejdzie jutro". Scenariusz filmu  powstał na podstawie książki Randala Keynesa, który jest prapraprawnukiem Lucka. „Pięćdziesiąt twarzy Greya” skupi się na życiu małżeńskim . Emma była osobą bardzo religijną. Nie łatwo było jej więc pogodzić się z teorią  opracowaną przez jej męża.


Victor Rasuk  przyjął rolę Liberace'a w jego biografii, którą przygotowuje Steven Soderbergh. Liberace, a właściwie Władziu Valentino Liberace, był pianistą i showmanem polskiego pochodzenia, który największe sukcesy odnosił w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia. Do końca życia (zmarł w 1987 roku na AIDS) nie przyznawał się do tego, że jest gejem, a nawet wygrał proces z angielską gazetą, która podała informację o jego homoseksualnych skłonnościach. W filmie pojawi się także Matt Damon jako Scott Thorson, który twierdził, że miał romans z Liberace’em.

Kate Winslet rozważa możliwość zagrania głównej roli w ekranizacji „Pięćdziesiąt twarzy Greya
”. Kultowa dziś powieść Eriki Jong wywołała w latach 70. ogromne kontrowersje, m.in. ze względu na śmiałe opisy seksu. Media nazwały Jong „Henrym Millerem w spódnicy”. Główna bohaterka „Strachu przed lataniem”, Isadora Wing, przyjeżdża z mężem do Wiednia na kongres psychoanalityków i wdaje się w romans z innym mężczyzną.